Rozwój akcji 12
Gdy dotarłyśmy do Rzymu, musiałyśmy odnaleźć miejsce, gdzie ukrywają się nasi poszukiwani. Nie było łatwo, w końcu Rzym to ogromne miasto, a my szukałyśmy konkretnych osób, które mogą być dosłownie wszędzie. Po przeprowadzeniu wywiadu z kilkoma osobami, dowiedziałyśmy się, że filia znajduje się na północ od centrum miasta. Tam też się udałyśmy.
Budynek był dosyć spory, wejścia strzegło kilku postawnych mężczyzn. Wystarczyło wcisnąć bajkę o sprzedaży wina i jakoś pójdzie. Zbliżając się do wejścia, strażnicy zatrzymali nas i zaczęli zadawać pytania. Carmen dosyć sprawnie ich zbyła, udając wybitnego konesera i sprzedawcę win, co finalnie poskutkowało. Weszłyśmy do budynku, który zdawał się być ogromnym domem połączonym z salą do przyjmowania gości i robienia przyjęć. Naszym oczom ukazał się niski staruszek, który bynajmniej nie wyglądał na wpływową postać.
- Dzień dobry, z kim mam przyjemność? - zaczął mówić uśmiechnięty. - Jestem Chris Morrison, miło mi panie poznać.
- Dzień dobry, jesteśmy przedstawicielkami znanej winiarni, chciałybyśmy zająć panu chwilę...
Morrison poszedł nalać nam wina
- Ja zajmę tego gościa, ty w tym czasie idź poszukać jakichś dokumentów. - powiedziała Carmen, po czym poszła przywitać się ze starcem. Ja też się przywitałam, po czym powiedziałam, że chcę skorzystać z ubikacji. Wyszłam z korytarza i udałam się w stronę pomieszczenia, które przypominało gabinet. Weszłam do środka i moim oczom ukazały się ogromne regały z książkami i teczkami. Zaczęłam przewracać je w pośpiechu, ponieważ wiedziałam, że nie mam za wiele czasu. Po kilku minutach usłyszałam zbliżające się kroki i śmiech, które zaraz potem ucichły. Drzwi się otworzyły i przede mną stała Carmen z panem Morrisonem.
- Co pani tu robi? - zapytał złowieszczo.
Zaniemówiłam. Carmen tylko spojrzała na mnie z przerażoną miną.
Komentarze
Prześlij komentarz