Ostatnia deska ratunku 8
Mimo całej sytuacji, szczęście nam sprzyjało. Okazało się, że jednym ze strażników był dawny kolega Carmen ze szkoły, Antonio. Gdy zobaczył ją w celi, stał zamurowany nie wiedząc, jak się zachować; w końcu naszej celi strzegły kamery i jeszcze jeden dodatkowy strażnik. Miałyśmy jednak nadzieję, że pomoże nam się stąd wydostać.
Gdy nastała noc, drugi strażnik zaczął przysypiać, co było dla nas okazją. Antonio upewnił się, że drugi nas nie słyszy i szybko do nas podszedł.
- Boże, Carmen, co Ty tu robisz?! - szepnął zszokowany. - Coś Wam się stało? Jak się tu znalazłyście?!
- Antonio, błagam, musisz nam pomóc... - zaczęła Carmen. - Oni ukrywają coś strasznego, masz jakieś informacje?!
Antonio spojrzał zastanawiająco przed siebie, potem na śpiącego strażnika i na nas.
- Ale jeśli Wam powiem, obiecajcie, że nie wiecie tego ode mnie, nie mogę tak ryzykować... To są ludzie wpływowi, naukowcy, farmakolodzy. To jest cała korporacja... Oni produkują zatrute wina, które mają osłabiać systemy odpornościowe i prowadzić do chorób, tak, by wspomagać rynek farmakologiczny. Inwestują w kolejne winiarnie, przejmują kolejne większe i mniejsze przedsiębiorstwa, zresztą... Proponują wszystkim odpowiednie stawki i benefity, różne udziały w spółkach i zyski z kupna leków, to jest jak samo nakręcająca się machina. Nieciężko jest przekupić małe sklepy do udziału, a teraz ma to już skalę międzynarodową, jak nie światową.
Zamurowało nas. Było to nie do pomyślenia, coś strasznego i przypominało bardziej film science fiction.
- Mój Boże... Da się coś z tym zrobić? Wie o tym rząd? Kto jest w to zamieszany? - dopytywałam.
- Amerykański rząd nic o tym nie wie, to są układy potajemne między biznesmenami, naukowcami a handlarzami win. Ciężko wskazać kto w tym uczestniczy. Mogę spróbować się dowiedzieć, ale nie obiecuję.
W tej chwili strażnik zaczął się przebudzać, dlatego Antonio wrócił na miejsce. My w tym czasie już zastanawiałyśmy się, co dalej.
Komentarze
Prześlij komentarz