Raczej niemiłe spotkanie 6

  Pan Ali, główny szef spółki uwierzył w naszą chęć współpracy. Jeszcze przed pójściem na spotkanie byłyśmy świetnie przygotowane. Jakieś nieprawdziwe zdjęcia firmy, nazwiska, które nigdy nie istniały, miejsca, których nigdy nie widziałyśmy na oczy. Jeśli ktokolwiek z nich będzie chciał się temu przyjrzeć, będzie po nas. Na razie jednak kułyśmy żelazo póki gorące.
  - Czy będziemy mogły przyjrzeć się Pańskim winiarniom? Chcemy przyjrzeć się produkcji, sposobowi pędzenia...
  - Tak, mój przełożony pojedzie z Paniami i zapozna z naszą winiarnią. Proszę być za 15 minut pod wejściem. 
  Póki co plan się powodził, szanowny pan Ali niczego nie podejrzewał. Wsiadliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. W międzyczasie przełożony, pan Sergio Ramos nie przestawał zadawać nam pytań. Jak prosperują nasze winiarnie, jakie mamy doświadczenie, co wiemy na temat fermentacji... chociaż na winie znam się dobrze, nie była to przyjemna pogawędka, a raczej spowiedź pełna nieufności. Na miejscu przeszliśmy kontrole osobiste, wpisałyśmy się na listę wizytorów. Co jednak najważniejsze, mogłyśmy mieć przy sobie telefony, co było znacznym ułatwieniem, zawsze mogłyśmy uwiecznić cokolwiek budzącego podejrzenia. 
  - Zacznijmy od sali głównej. To tutaj odbywa się cała produkcja. - zaczął Sergio. - Degustacja będzie na końcu. 
  Winiarnia była ogromna. Było tam dość zimno, nieprzyjemnie i ciemno. Zaczęło się oprowadzanie i nudne opowiadanie o sukcesach. Naszą uwagę jednak przykuło jedno pomieszczenie, do którego nas nie wpuszczono. 
  - A co znajduje się w tym pomieszczeniu? - zapytała Carmen. 
  - Nic takiego. To miejsce na gromadzenie sprzętów, różne wyniki testów, sama nudna papierologia. 
  Papierologia? Testy? Nie brzmiało to wiarygodnie. Po godzinie pan przełożony powiedział, że zostaną nam podane różne rodzaje win do degustacji. Sam jednak musi na chwilę nas zostawić. Była to świetna okazja do przeszukania trochę tej ciemnej dziury. Gdy Sergio wyszedł, zaczęłyśmy działać.
  - Otwórz szybko te drzwi i zobacz co tam jest! - krzyknęłam do Carmen.
  Ta chwyciła za klamkę. Naszym oczom ukazały się regały z przeróżnymi dziwnymi fiolkami. Wszystkie były podpisane nazwami różnych bakterii. Na końcu sali znajdowały się szczury w klatkach, zapewne do badań laboratoryjnych. Po lewej stronie znajdowała się szafa, a w niej pudła z przeróżnymi aktami. W nich nazwy "Procent zachorowalności", "Pozytywne testy na szczurach", "Wzrastająca odporność u osobników męskich". 
  Szybko zaczęłyśmy robić zdjęcia, szukać więcej podejrzanych dokumentów, kiedy nagle do pomieszczenia wchodzi Sergio. Nasze serca zamarły i zlał nas zimny pot. Sergio uśmiechnął się szyderczo. Wychylił się zza drzwi i krzyknął do strażników:
  - Zajmijcie się paniami. 

Komentarze

Popularne posty