Gdy wszystko staje się jaśniejsze 4
Wciąż ciężko było mi się pozbierać po tym, co usłyszałam. Nie pozostawiało to jednak żadnych złudzeń. Po całonocnych rozmowach z Carmen zrozumiałam wiele.
Księga, którą napisał mój prawdziwy dziadek, miała naprowadzić na szlaki najlepszych win na świecie. Były to nazwiska najlepszych handlarzy, najwytworniejszych smakoszy, którzy nie sprzedawali swoich przepisów nikomu innemu, ufali mojemu dziadkowi, ponieważ byli zaufanymi wspólnikami. Jego kuzyn, zawistny buntownik, nigdy nie odniósł sukcesu, zawsze w rodzinie był czarną owcą. Presja narastała, dziadek założył rodzinę, powodziło mu się na tyle, że przestało to się niektórym podobać. Kuzyn zaczął mieszać się w różne stowarzyszenia o raczej wątłej działalności, szemrane biznesy i udziały. Któregoś razu, dziadek gorzej się poczuł, co okazało się być poważne. Po jakimś czasie odszedł. Wszystko przejął jego kuzyn, który nie zawahał się przejąć cały dobytek dziadka. Rodzina z czasem widziała, jak bardzo zaczął angażować się w kwestie winnic i sprzedaży win, więc domyślili się, co było przyczyną jego śmierci. Mimo wszystko doznała wielu gróźb, że zostaną wypędzeni z domu, że zabije ich wszystkich, wujek, który chciał donieść, nigdy już nie wrócił. Straszne historie, a pewnie to nie jedyna.
Jak się okazało, listy, które miały mnie naprowadzić, pisała babcia. Jako jedyna nie traciła nadziei na dowiedzenia prawdy, dlatego chciała naprowadzić mnie na tę historię. Babcia po tej traumie przekazała wszystkie listy swojej przyjaciółce, która mieszkała w Hondurasie, jej wnuczką jest Carmen. To ona miała powiedzieć mi całą prawdę, żebym mogła rozwikłać dalsze zagadki.
Zdaje się, że sprawa jest dosyć skomplikowana. Carmen pokazała mi wycinki gazet, w których mówiono o podwyższonej liczbie zachorowań na dane choroby, zatrucia, etc. Niby nic w tym dziwnego, w końcu ludzie ciągle na coś chorują. Światowa Organizacja Zdrowia wydała specjalny komunikat, w którym prosi o zachowanie szczególnej ostrożności. Carmen postanowiła, że pomoże w tej dziwnej podróży i jedzie razem ze mną do Toskanii, by bliżej poznać tajemnice winiarskie moich przodków. Szykowało się dużo emocji. Tydzień potem byłyśmy w Rzymie, by potem udać się na zwiedzanie winiarni i przyjrzeć się bliżej interesom "dziadka".
Co dziwne, podane adresy winiarni nie były aktualne. Podane miejscowości do których udało nam się dostać tak naprawdę wcale się nie zgadzały z adresem winiarni, nic tam nie było. Kolejna dziwna sprawa. Jedyna, która faktycznie istniała w miejscowości Foggia, strzeżona była przez metalowe kraty i wielu uzbrojonych strażników.
To w takim razie to winnica, czy pilnie strzeżona tajemnica państwowa?
Komentarze
Prześlij komentarz